Gorączka bałtyckiego złota

20160405_194450

Wydawać by się mogło, że podczas romantycznego spaceru na plaży, wystarczy odrobina szczęścia by wyciągnąć z mokrego piasku bryłkę bursztynu. Pewnie i takie piękne chwile jakiemuś szczęściarzowi się przytrafiły, ale zazwyczaj prawda jest taka, że trzeba się nieźle napracować by móc pochwalić się jakimś znaleziskiem.  Ubrać się trzeba w gumowce, najlepiej typu „wodery”, choć my przetestowaliśmy dół od kombinezonu OP-1  (też się sprawdza a kosztuje parę groszy w sklepie militarnym). Oprócz tego trzeba mieć tzw. kaszorek, czyli siatkę którą odławia się wodorosty z morza, bo w nich zazwyczaj mogą być zaplątane kawałki bursztynu. Przydać się może również latarka UV. Wiedzieliście, że większość bursztynu ma właściwości fluorescencyjne?

Faktem jest, iż żeby coś znaleźć, trzeba mieć szczęście ale też i sporą zawziętość by w ogóle wybrać się w rano/po sztormie/po pracy na poszukiwania. Chociaż mówi się, że jak już ktoś raz znajdzie bryłkę bursztynu to nie będzie mieć z tym problemu. Trzeba też wiedzieć gdzie i kiedy coś się na plaży dzieje – może akurat gdzieś ‚przewracają plażę na lewą stronę’? Dzisiaj również Maciejowi udało się przynieść trochę bursztynu do domu. Z ekscytacją w głosie oznajmił mi, że jutro też będzie później, a nawet bardzo późno…. i że pojutrze w zasadzie też. Gorączka bałtyckiego złota:))